50 twarzy Durczoka?

kamil-durczok-na-okadce-wprost-NEWS_MAIN-125438Jeśli ktokolwiek myśli, że za chwilę wyleję kolejne wiadro pomyj na szefa „Faktów” TVN, to może sobie darować dalsze czytanie. I od razu może wyzionąć nienawiścią w komentarzu.

Zacznijmy jednak po kolei. Tygodnik „Wprost” opublikować raczył sensację roku. Przedstawił całej szerokiej publiczności „ciemną stronę Kamila Durczoka”. Jak zapewnia naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski, pierwszy sensacyjny tekst to zarazem pierwszy odcinek cyklu o dziennikarzu TVN. Zaczęło się parę dni temu, gdy anonimowa dziennikarka oświadczyła w mediach, że wysoko postawiony dziennikarz jednej z największych stacji telewizyjnych molestował ją seksualnie. Proceder trwał na tyle długo i posunął się tak daleko, że musiała ona zrezygnować z pracy. Zasugerowała, że w rzekomej stacji ścieżka awansu przebiega przez łóżko znanego dziennikarza. Choć nigdzie nie padła nazwa stacji ani żadne nazwisko, internet zawrzał od spekulacji. Niemal od razu „namierzono” Durczoka i TVN.

Teraz „Wprost” poszedł krok dalej. Pod płaszczykiem walki z mobbingiem i molestowaniem, opublikował permanentny paszkwil, nie mający nic wspólnego z zapowiadanym szumnie tematem. Żeby było jasne, nie twierdzę, że Kamil Durczok nie ma „innych twarzy” od tej jaką prezentuje na wizji. Po prostu tego nie wiem. Jednak pisanie takiego gówna jest nie tylko dalekie od obiektywizmu i rzetelności dziennikarskiej, ale wręcz z dziennikarstwem nie ma nic wspólnego. To dno, gorsze od największych kolorowych szmatławców, goniących za tanią sensacją dla gawiedzi. Oto bowiem w mieszkaniu jednego biznesmena – późniejszego informatora „Wprost”, dodajmy  – mieszkaniu wynajmowanym przez młodą kobietę – właściciel lokum pewnego dnia zastał Durczoka. Wspólnie z dziennikarzem w mieszkaniu raczyło znaleźć się trochę prywatnych rzeczy Kamila, erotyczne gadżety, film porno i tajemniczy „biały proszek”.  Ciekawostką w całej sprawie jest fakt, że biznesmen- informator mieszkanie do „rewizji” hienom z „Wprost” pokazał po… dwóch tygodniach od zdarzenia.

W jaki sposób takim paszkwilem redakcja „Wprost” chciała walczyć z mobbingiem w TVN i molestowaniem seksualnym dziennikarek, wie chyba tylko naczelny Latkowski, gdyż opisane zdarzenie nie ma z tematem nic wspólnego. Samo jego opisanie jest sięgnięciem bruku przez tygodnik i ewidentną pogonią za najtańszą sensacją niegodną nawet największych brukowców. Pisanie o „tajemniczym białym proszku” sugerujące posiadanie narkotyków, to w obliczu braku dowodów, zwykłe oskarżenie. Posiadanie gadżetów erotycznych przez dorosłych ludzi nie jest w tym kraju karalne, a jeśli weźmiemy pod uwagę „fakt posiadania filmu porno”, to można o to samo posądzić każdego, kto tylko ma internet. Przede wszystkim skoro mieszkania nie wynajmował Durczok, to wszystkie gadżety, a nawet cała ewentualna wypożyczalnia pornoli nie musiały należeć do niego. Ale to są tylko szczegóły pseudo-afery. Nie poparte póki co żadnymi dowodami, a zawierające same domysły przypuszczenia i pomówienia. Nie na tym polega rzetelne dziennikarstwo.

Trudno jednak tego oczekiwać od medium typu „Wprost”. Sam Latkowski sugeruje, że Durczoka jako poważnego dziennikarza i autorytet dla młodych, obowiązują inne standardy niż gwiazdę rocka. Niech będzie, że nawet ma rację. Jednak jest on ostatnią osobą, która może cokolwiek powiedzieć o „obowiązywaniu innych standardów”. Gdyby bowiem swoją formułę zastosował na własnym podwórku, nie tylko powinien podać się natychmiast do dymisji, ale wręcz nigdy nie powinien pełnić funkcji redaktora naczelnego. Jeśli miałby chwilową amnezję, to niech „zapyta wujka Google” w ilu artykułach sugerowano jego powiązania ze światkiem przestępczym, morderstwem, pobiciami i szemranym handlem samochodami. Nie mnie osądzać, czy była w tym prawda. Faktem jest, że teraz Latkowski uprawia takie samo „dziennikarstwo” poziomu rynsztoku.

W całej ten nadmuchanej aferze generalnie nic konkretnego nie wiemy. Nie ma żadnych dowodów. Być może Durczok molestował perfidnie koleżanki z pracy. Być może niektórym to się podobało, lub to akceptowały (co sugeruje tajemnicza dziennikarka, która zwolniła się z TVN, opowiadając o zaskakujących karierach niektórych pań). Być może jedna pani, urażona że na nią nie trafiło, obmyśliła perfidny plan zemsty. Być może kilka sprośnych żartów Durczoka trafiło na zbyt wrażliwy grunt. Być może redakcja „Wprost” chciała podnieść poczytność pisma i sprawę wymyśliła. Wszystko w tej sytuacji być może. Za jednym wyjątkiem – nie może być tolerancji dla publicznych linczów w blasku fleszów i osiągnięcia własnych korzyści, jakiejkolwiek osoby przez kogokolwiek. Od znanego dziennikarza zaczynając, na anonimowym furmanie kończąc.

fot.okładka Wprost

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>