W Rio medalu nie będzie

Jesteśmy mistrzami świata! To, co wydawało się nieprawdopodobne jeszcze miesiąc temu, stało się faktem. Polska reprezentacja po heroicznym boju wywalczyła siatkarski Olimp. Tym fajniej dla nas, że odbyło się to w naszym kraju.

Euforia jaka zapanowała, jest zrozumiała i oczywista. Sam muszę dodać, że ciesząc się ogromnie z niepodważalnego sukcesu, nie wierzyłem aż w mistrzostwo. Przed turniejem medal jakiegokolwiek koloru brałbym w ciemno. Nie dlatego, że z klucza nie wierzyłem w naszych. Ale dlatego, że było tak wiele bardzo silnych zespołów, że pokonanie wszystkich graniczyło niemal z cudem. Cuda jak się okazało, jednak się zdarzają. Totalna euforia ogarnęła cały naród, nawet tych, którzy o siatkówce mają niewielkie pojęcie i kibicowali być może po raz pierwszy w życiu. Siatkarze stali się momentalnie gwiazdami rozchwytywanymi przez media, rozpoznawalni przez laików. To dobrze, bo zasłużyli na aplauz i burzę braw.

Jednak czy takie błyskawiczne „narodziny” lawiny fanów z okazji mistrzostwa, nie zakończą się „nagłą śmiercią” w przypadku potknięcia? Przekonamy się wkrótce, bo  – powiedzmy to sobie wprost – potknięcie przyjdzie i to szybciej, niż wielu – dziś zaślepionych złotem – myśli. Nie mam na celu rozpisywania czarnych scenariuszy, nie powiem złego słowa na ogromny, zasłużony sukces siatkarzy. Ale mam na celu spojrzenie w przyszłość i to całkiem nieodległą. A w przyszłość prowadzi bardzo kręta i wyboista droga.

Na ostatnich mistrzostwach mogliśmy się naocznie przekonać, jak w siatkówce niewiele dzieli sukces od porażki. Sety wygrywane na przewagi, pięciosetowe mecze, tie-breaki – wszystko to dowodzi, że o wygranej często decyduje dyspozycja dnia, minimalnie większa odporność psychiczna, challenge wzięty lub nie, muśnięty piłką paznokieć, antenka, czy wreszcie zauważenie takich niuansów przez arbitrów. Nasi siatkarze grali heroiczne boje, pokonali Rosję i dwukrotnie Brazylię, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej nikomu w jednym turnieju. To wielka rzecz, ale zauważmy, że równie zażarte mecze były z USA (jedyny przegrany), Francją, Iranem, Niemcami… Poziom czołówki światowej jest niesamowicie wyrównany i nie zawsze musi być tak, jak na ostatnich mistrzostwach.

Innym ważnym, a wręcz decydującym czynnikiem o kosmicznie stromej drodze do dalszych sukcesów w przyszłości jest fakt, że… „złota drużyna” właściwie przestała istnieć wraz z ostatnią piłką meczu finałowego z Brazylią! Kariery zakończyli Winiarski, Wlazły, Ignaczak i Zagumny. Czterej zawodnicy wnoszący ogrom umiejętności i doświadczenia do kadry. O ile jeszcze umiejętności można zastąpić innym wielkim talentem, to już doświadczenie musi być wypracowane. A tego nie ma szans zrobić do Igrzysk w Rio. Musimy zatem zdać sobie sprawę z tego, że na Igrzyska pojedzie kompletnie inna drużyna niż ta, która wywalczyła mistrzostwo świata. Owszem, mamy wielu świetnych graczy, którzy zdali egzamin z notą celującą. Ale zdawali go mając u boku doświadczonych kolegów. Nie wiadomo jak zareagują mentalnie i psychicznie, gdy na ich barkach spocznie ciężar gry całego zespołu, gdy będą musieli zapewnić spokój młodszym w kadrze, taki sam, jaki im zapewnili kończący kariery koledzy.

Inna sprawa, że na te Igrzyska trzeba się zakwalifikować, a droga to łatwa nie będzie. Etykieta mistrzów świata awansu nie podaje na tacy, a maksyma „bij mistrza” obowiązuje w każdym sporcie. Awans pewny mają tylko gospodarze – Brazylia. W turnieju wystąpi łącznie 12 drużyn, czyli zostaje 11 wolnych miejsc. Z tego jeszcze odpadają miejsca dla drużyn z Azji czy Ameryki Południowej. Tylko tyle, a chętnych zdecydowanie więcej i to wcale nie przeciętniaków czy słabeuszy, ale bardzo mocnych ekip, takich jak: Rosja, Włochy, USA, Francja, Niemcy, Bułgaria, Iran, Serbia, Kuba…

Nasz mistrzowski zespół – wszystko wskazuje jednak, że zdecydowanie zmieniony – będzie musiał stawić czoła urażonej dumie rywali. Szczególnie Rosji i Brazylii, która na własnych parkietach zrobi wszystko, żeby zmazać upokorzenie z Polski. Ale nie zapominajmy, że z formą nie trafili na polski siatkarski mundial również Włosi, Bułgarzy, Serbowie czy Kubańczycy, a trochę pecha mieli Amerykanie. Te drużyny są zawsze piekielnie groźne i mogą całkowicie inaczej wystąpić w Rio.

Mamy sporą grupę bardzo utalentowanych siatkarzy. Miejmy nadzieję, że „zmiana warty” dokona się w sposób najmniej bolesny z możliwych. Trener Antiga odwalił kawał dobrej roboty, ale nie łudźmy się raczej, że do kadry wrócą skonfliktowany Bartek Kurek czy Zbyszek Bartman. To zbyt „trudni” zawodnicy do utemperowania dla Antigi, który cały swój autorytet zbudował dowodząc teamem młodych talentów. W takich turniejach jak mistrzostwa świata czy Igrzyska, doświadczenie jednak jest absolutnie konieczne. Wyobraźmy sobie, jaki byłby wynik reprezentacji w mistrzostwach, gdyby nie było w niej Wlazłego i Winiarskiego.

Sport ma to do siebie, że osiągnąć sukces jest potwornie ciężko. Ale powtórzyć go, to nieporównywalnie trudniejsze zadanie. Wielcy mistrzowie nie rodzą się „na kamieniu” i gdy dochodzi do pokoleniowej zmiany w jakimkolwiek sporcie drużynowym, to tym trudniej o laury. W 2012 roku nasi siatkarze z wielkimi nadziejami jechali po medal olimpijski do Londynu. Skończyło się niemal kibicowskim linczem po blamażu z Australią i finalnym wyeliminowaniu przez Rosję. Pamiętajmy zatem o wrześniowej euforii po mistrzowskim triumfie, o noszeniu bohaterów na rękach, gdy okaże się, że w Rio nie będzie medalu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>