„Samobój” Kluzik-Rostkowskiej

J_Kluzik-Rostkowska2Tegoroczny układ kalendarza na przełomie roku jest wyjątkowo obfity w dni wolne od pracy. Święta i Nowy Rok poprzeplatane weekendami układają się w kilkunastodniowy ciąg, który jak się okazuje stał się przyczynkiem do dyskusji ogólnospołecznej i przyprawił o ból głowy przynajmniej niektórych.

Poszło o kompletnie bezsensowny otwarty list minister edukacji narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej do rodziców. List ten miał „przypomnieć” wszystkim, że w czasie kosmicznie długiej przerwy świątecznej, szkoła ma zapewnić opiekę dzieciom, jeśli taka będzie potrzeba rodziców. Minister dodała, że w przypadku jakichkolwiek problemów rodzice… mają donosić na szkoły swoich pociech! Hermetyczny światek nauczycielstwa polskiego zawrzał jak podrażniony ul. Teraz Kluzik-Rostkowska musi rozpaczliwie tłumaczyć się z popełnionej gafy i stawać na głowie, żeby nie narazić się zarówno nauczycielom jak i rodzicom.

Osobiście należę do tej grupy ludzi, która uważa, że polski nauczyciel absolutnie nie jest „najtrudniejszym zawodem świata” i w codziennej pracy się nie przemęcza. Ilość godzin zapewniająca pełny etat, wolne weekendy, wakacje, ferie, święta wszelakie to wielkie plusy tej pracy. I naprawdę nie trafiają do mnie głupie tłumaczenia niektórych uczących, że w sumie to wakacje dla nich nie trwają dwa miesiące, a ferie dwa tygodnie, tylko o wiele krócej. W tym miejscu aż prosi się zacytować tych, którzy na wyliczanie plusów zawodu nauczyciela ripostują – „Trzeba było iść na nauczyciela, a nie zazdrościć”. Za krótkie wakacje i ferie? Nauczyciel to taki zły i ciężki zawód? Trzeba było wykształcić się w innej profesji, to byłby urlop dwa tygodnie w lecie przy dobrych układach. Kompletnie nie trafiają do mnie argumenty, ile to czasu każdy poświęca w domu na przygotowanie się do lekcji. Skoro pełny etat nauczyciela to 18 godzin w tygodniu, a w każdym innym zawodzie to 40 godzin, więc dla każdego uczącego pozostaje ok. 4,5 godziny dziennie na przygotowanie się do następnych zajęć i czasowo zajmie im to również 40 godzin tygodniowo. A poza tym, jeśli ktokolwiek myśli, że inne profesje po zakończeniu dniówki nie muszą nic dodatkowo do pracy przygotować, to… musi być nauczycielem, który nigdy inaczej nie pracował. Zatem tego typu głosy oburzenia na list minister edukacji to jak trafianie kulą w płot.

Nie znaczy to jednak, że sprzeciw nauczycieli jest bezpodstawny. Owszem, jest słuszny, ale zupełnie z innego powodu. Taką przerwę świąteczną, trwającą de facto od 20 grudnia aż do 7 stycznia zarządziła minister Kluzik-Rostkowska. Zapewne zarządziła jednoosobowo (lub w kilkuosobowym, ścisłym gremium), bez konsultacji ze środowiskiem nauczycielskim, bo w przypadku konsultacji teraz pewnie nie byłoby awantury. Skoro zatem zamierzała wydać szkołom polecenia opieki nad dziećmi, dlaczego temat nie został przedyskutowany odpowiednio wcześniej? Czy w jakikolwiek sposób sprawdzono jaki procent ogółu rodziców zamierza skorzystać z ewentualnej opieki szkolnej w czasie przerwy? Czy opracowano jakiś plan zajęć zastępczych w szkołach na dni wolne od nauki? Jaki procent szkół ma możliwości organizacji czasu wolnego dla dzieci inne, niż zgrupowanie ich na kilka godzin w szkolnych ławkach?

Najbardziej idiotycznym wydaje się argument, że tak długa przerwa to kłopot dla rodziców, którzy nie mając urlopów nie będą mieli co zrobić z dziećmi w czasie wolnym od ich zajęć w szkole. Wielka troska pani minister o nasze małolaty nie sięga już jednak nadciągających jak Pendolino ferii zimowych, kiedy to rodzice również nie będą mieli co zrobić z dzieciakami, a ferie to dla nauczycieli czasu urlopu, co potwierdza sama minister. Nie ma co wspominać o dwóch miesiącach wakacji, bo problem taki sam, a ogrom rodziców nie dysponuje dwumiesięcznym urlopem.

Dni wolne od zajęć w szkole w okresie świąteczno-noworocznym to pomysł nie nowy i jakoś przez lata funkcjonował. Kompletnie nie rozumiem bezmyślności pani minister i publikacji tak głupiego listu. Jaki on miał cel? Czy Kluzik-Rostkowska chciała „zapunktować” u rodziców, pokazać się z „przyjaznej strony” i wykazać troską o obywateli? Nie była to „kiełbasa wyborcza” bo jesteśmy świeżo po jednych wyborach, a wystarczająco długo przed następnymi. Oczywistym wydaje się fakt, że przypodobanie się rodzicom prowokowało narażenie się grupie nauczycieli. W sytuacji, gdy polskie szkoły „klepią biedę” nie mając niejednokrotnie pieniędzy nie tylko na solidne wyposażenie i pomoce dydaktyczne, ale wręcz na przysłowiowy papier do drukarki, gdy nauczyciele nieraz organizują dzieciom zajęcia przygotowując się za własne pieniądze i na prywatnym sprzęcie, wydawać by się mogło, że mogą liczyć choćby na moralne wsparcie własnego ministerstwa. Tymczasem pochopne, bezsensowne decyzje na szczeblu ministerialnym są przysłowiowym strzeleniem samobója. Nie wiem ilu rodziców przyklasnęło decyzji minister, ale wiadomo, że oburzenie nauczycieli jest powszechne. Bez sensu to był ruch, bo i tak już uprzywilejowana grupa społeczna, dostała dodatkowy argument do demonstracji niezadowolenia. Teraz to kłopot pani Kluzik-Rostkowskiej, jak uspokoić zbulwersowanych. A wystarczyło pamiętać przysłowie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem…

fot. Wikipedia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>