Czy dziennikarz ma prawo mieć poglądy polityczne?

olejnikZłą passę ma ostatnio Monika Olejnik. Co rozmówca, to awantura, słowne przepychanki, demonstracyjne opuszczanie studia. Kto w tych kłótniach ma rację?

Zaczęło się od Zbigniewa Ziobry, który komentując powyborczy bałagan w rozmowie z Olejnik stwierdził, że „prezydent odleciał i powinien się napić wody, by nie obrażać ludzi”. Trudno nawet uznać, że dziennikarka murem stanęła za Komorowskim. Stwierdziła bowiem, że to PiS „odleciał”, bo wygrał wybory i twierdzi, że zostały sfałszowane. Poradziła Ziobrze samemu napić się wody i wyszła. Samo demonstracyjne wyjście można odebrać jako wyraz poparcia dla prezydenta.

Drugi przypadek scysji to rozmowa ze Zbigniewem Girzyńskim. Tutaj jednak poseł PiS zachował się butnie, gdyż wytknął dziennikarce, że „jako zootechnik nie ma prawa deprecjonować wypowiedzi prawnika o powtórzeniu wyborów”. W kwestii wykształcenia dziennikarki doszło do ostrej wymiany zdań.

Ostatni przypadek dotyczy rozmowy z Leszkiem Millerem. Ten po fatalnym wyniku SLD ma prawo być sfrustrowany. Jego rozpaczliwe „zbratanie się” w kwestionowaniu wyników wyborów z Kaczyńskim, jest tego najlepszym dowodem. Zawsze stonowany i spokojny, w rozmowie z Olejnik nie wytrzymał i zarzucił jej „świadomą nieobiektywność” oraz „przynależność do obozu Platformy Obywatelskiej”.

Wszystkie tak zwane „niezależne media” zawyły z zachwytu. Wszak Monika Olejnik ich ulubienicą nie jest. Choćby z tego powodu, że jest dziennikarką mainstreamowych mediów. A mainstream to oficjalnie wróg publiczny numer jeden dla „niezależnych”. Oficjalnie, gdyż de facto to ich największy przyjaciel, bo bez mainstreamu nie mieliby racji bytu.

Patrząc obiektywnie, Monice Olejnik bliżej do PO, niż do PiS i nie jest to żadne odkrycie Ameryki. Problem tylko w tym, czy może ona, jako dziennikarka, mieć poglądy polityczne? Oczywiście, że może, bo każdy ma do tego prawo. Zatem czy może prezentować je publicznie? Czy w ogóle dziennikarz ma prawo do afiszowania się swoimi poglądami w sprawach polityki?

Tutaj zaczynają się schody. Bo sądząc po reakcji wszystkich „niezależnych” mediów, które Olejnik „zhejtowały”, dziennikarz ma obowiązek być obiektywnym i nie ma prawa opowiadać się za żadną opcją polityczną. Niestety, dziennikarze tzw. „niezależni” wykazują się na tym polu maksymalną krótkowzrocznością, gdyż każdy z osobna i wszyscy razem, afiszują się demonstracyjnie swoimi skrajnie konserwatywnymi preferencjami politycznymi, które są dokładną odwrotnością mainstreamu. Zatem skoro jedni mogą, to drudzy chyba też powinni mieć taką możliwość.

Nie chodzi tutaj stricte o przykład samej tylko Olejnik. Generalnie sytuacja wygląda tak, że każdy obywatel nie pozbawiony praw publicznych, teoretycznie i praktycznie ma prawo do poglądów politycznych i ich wyrażania. Kobiety i mężczyźni. Prawo takie mają: kierowca, górnik, sprzedawca, prawnik, kucharz, architekt, nauczyciel, urzędnik, robotnik budowlany. Każdy polityk – co oczywiste i naturalne – również. I dziennikarz… niezależny. Bo „mainstreamowy” jest zaraz równany z błotem. Tymczasem nie dzieląc dziennikarzy na „mainstream” i „niezależnych”, wszyscy oprócz swoich własnych preferencji politycznych, na co dzień reprezentują jakieś media. I wszyscy są „zależni”, bo to ich pracodawcy.

W ogóle termin „niezależne media” to największa bzdura jaką można sobie wyobrazić. Wręcz ci, którzy uważają się za „niezależnych”, są zależni… podwójnie! Raz – od swojego pracodawcy, którego linię muszą trzymać, a dwa – od… mainstreamu, bo muszą być zawsze kontra! I to bez względu na własne przekonania. Sami są bardziej zależni, niż im się wydaje. W sumie to nie przestępstwo, jeden ma taką pracę, drugi inną.

Problem we wzajemnym poszanowaniu. A tego totalnie brak. Dopuszczanie do brutalnych ataków słownych na swoich łamach jest tego najlepszym dowodem. Tendencyjne informacje, artykuły, wybiórcze newsy mają tylko podburzać społeczeństwo. Groźne to, bo media jako „czwarta władza”, szczególnie w dobie wszechobecnego internetu, mają naprawdę wielką siłę oddziaływania. A łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Gdyby dziś „niezależni” stali się jutro „mainstreamem”, to „wychowany elektorat” odpłaci im pięknym za nadobne. Tylko czy ich to będzie obchodzić? Przejdą tylko na drugą stronę barykady. Razem z „potrzebnymi w nowej sytuacji” poglądami politycznymi.

fot. fragment okładki Newsweek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>