Biuro Podróży „Sejm-Travel”

Skompromitowani posłowie PiS i ich słynna podróży do Madrytu doczekała się już tylu komentarzy, że nie ma sensu więcej „płakać nad rozlanym mlekiem”. Ale ich przypadek uzmysłowił jeden ważny fakt. Władza w Polsce bawi się świetnie! A jej tupet w tej zabawie przekroczył wszelkie granice.

Finalnie padło na „wielką trójcę” z PiS, ale nie oszukujmy się – to proceder nagminny i na szeroką skalę. I o ile winnymi poszczególnych nadużyć są niewątpliwie osoby reprezentujące władzę, to generalnym winnym całego procederu jest Kancelaria Sejmu. Wręcz jestem przekonany, że to przede wszystkim Kancelaria jest odpowiedzialna za danie zalążka, rozkwit i w ostateczności rozbuchanie do granic nieprzyzwoitości tej całej „podróżniczej machiny”.

Hofman i spółka „prochu nie wymyślili”, a jedynie skwapliwie i ochoczo korzystali z maszynki do kręcenia lodów. Pewnie ani oni sami sobie, ani reszta kolegów po fachu z wszystkich opcji politycznych nie wybaczą im do końca życia, że wpadli na pomysł zabrania ze sobą  na wycieczkę swoje „drugie połówki”, bo jak się okazało „połówki” wzięły ze sobą inne „połówki”, takie bardziej szklane i afera gotowa. Biblijna Ewa skusiła się na jabłko i Adama wygnano z raju. Teraz „Ewy” też się kusiły i również Adama i jego kumpli deportowano. Z raju sejmowego, ale zawsze.

Wróćmy jednak do meritum. Fakt ilości bezsensownych podróży Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego jest bezsporny i porażający. Posłowie jeździli po kilkadziesiąt razy po całej Europie. Kwoty wydane na samochodowe eskapady są gigantyczne, ale szokują inne fakty. Otóż według oświadczeń majątkowych, samochód posiada tylko Adam Hofman – dziesięcioletnie Renault Megane. Jednak w służbowe podróże własnymi samochodami udawali się wszyscy trzej. Przemilczę, w jaki sposób swoim Megane Hofman chciał objechać Madryt w tak ekspresowym tempie, bo powszechnie wiadomo, że na co dzień porusza się Mercedesem GLK. Zapomniał go tylko wykazać w oświadczeniu majątkowym.

Perfidia Hofmana posunęła się do tego stopnia, że praktycznie kpił w żywe oczy wszystkim, na przykład pobierając 6,5 tysiąca złotych za delegację do Londynu w dniach 20-25.05.2013, a 23 maja udzielał wywiadu w studiu radia RMF FM. Te malwersacje zakrawają wręcz o prokuraturę, jednak zastanawia fakt, że nigdy żaden z takich przypadków nie spotkał się z jakąkolwiek negacją komórki, która ten proceder finansowała. Jeżeli Kancelaria Sejmu bez mrugnięcia okiem zatwierdza „podróżnikowi” nieposiadającemu samochodu wielokrotne, tysiąckilometrowe wycieczki, jeżeli wypłaca kilka tysięcy złotych za zagraniczną delegację facetowi, który w tym czasie ma radiowe występy w kraju, to warto zapytać, czy urzędnicy dokonujący rozliczeń to osoby zupełnie niekompetentne, czy też perfidnie ukrywające złodziejski proceder? Jakim cudem dokonywano rozliczeń, np. za paliwo,  gdy wycieczkowicze nigdy nie przedstawiali (bo skąd mieli wziąć?) żadnych dowodów na poniesione wydatki na tankowanie za granicą?

W takich okolicznościach niewinną igraszką wydają się „egzotyczne” podróże innych posłów, wyglądające na irracjonalne, ale za to horrendalnie drogie, jak np. wyjazd dwójki z PO i Twojego Ruchu na Zgromadzenie Ogólne Światowej Skautowej Unii Parlamentarnej do Tokio. Biuro Podróży „Sejm-Travel” bez najmniejszych problemów spełniało zachcianki chyba każdego posła i to bez żadnych ograniczeń finansowych. I tak poseł Raś z PO odwiedził Soczi za ponad 13 tysięcy złotych. Dziwnym trafem tygodniowy pobyt wypadł w czasie Igrzysk Olimpijskich. Pięciodniowy służbowy wypad Jerzego Wenderlicha z SLD do Manilii na Filipinach kosztował Biuro „Sejm-Travel” ponad 22 tysiące złotych.

Sejmowa rekordzistka, posłanka PiS Barbara Bartuś „obleciała” Waszyngton w 6 dni za „jedyne” 23 tysiące złotych z okładem. Klientów na egzotyczne kierunki typu Korea Południowa, Rwanda, czy nawet USA i Rosja za kilkanaście tysięcy od osoby „Sejm-Travel” miało multum.

Aby zobrazować rozrzutność i rozpasanie naszych „turystów” w czasie swoich eskapad dodam, że jedno z czołowych biur podróży w Polsce oferuje 14-dniowy objazd po USA, w programie: Nowy Jork – Manhattan, Broadway, Times Square, Statua Wolności, kasyna Las Vegas, Wielki Kanion Kolorado, Park Narodowy Zion, Los Angeles, Beverly Hills, Universal Studios, Park Narodowy Yosemite, San Francisco – w cenie o połowę niższej od wojażu pani Bartuś. Władza korzystała jak widać pełnymi garściami i nie miało znaczenia czy poseł z prawa, z lewa, czy ze środka. Ważne, że chętny poznania świata.

Znane porzekadło mówi, że okazja czyni złodzieja. Nie zmienia to faktu, że złodziej zawsze pozostanie złodziejem. Posłowie, którzy jawnie brali pieniądze i oszukiwali w rozliczeniach są z pewnością winni oszustw. Inni, którzy „zwiedzali świat” też przepuszczali bezpodstawnie kasę podatników. Ale jeśli na taki proceder ma się przyzwolenie, to za współudział również jest się winnym. Urzędnicy odpowiedzialni za wypłatę i rozliczanie wyjazdów służbowych posłów totalnie się skompromitowali. To Kancelaria Sejmu jest głównym winowajcą tego patologicznego procederu z powodu stworzenia warunków do jego powstania, oraz przez wieloletnią akceptację istniejącej patologii.

fot. OpenClips/pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>