Mrugam światłami – ostrzegam przed policją

Słynne „mruganie” światłami w celu ostrzeżenia kierowców przed policją znają chyba wszyscy uczestnicy ruchu drogowego. Czy takie ostrzeganie jest w ogóle legalne? Czy ostrzegamy innych „mruganiem”? Czy lubimy, gdy ktoś nas ostrzega? Czy „mruganie” przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach, czy wręcz odwrotnie?

Kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych miał miejsce bezprecedensowy proces. Kierowca, który otrzymał mandat za „mruganie”, gdyż „utrudniał pracę policji”, wniósł sprawę do sądu i… wygrał. W uzasadnieniu sąd napisał, że „mruganie światłami innym kierowcom w celu ostrzeżenia ich przed czatującą z radarem na poboczach policją to konstytucyjne prawo każdego Amerykanina”. Mandat został unieważniony, a miało to miejsce w Nahsville w stanie Tennessee.

W naszym kraju, patrząc czysto teoretycznie, takie działanie nie jest zgodne z prawem, gdyż używanie świateł drogowych jest ściśle określone przepisami. A przepisy te mówią, że tak zwanych świateł długich można używać od zmierzchu do świtu, na drogach nieoświetlonych i należy je wyłączać, gdy ktoś jedzie z przeciwka. Wydaje się zatem oczywiste, że „mrugnięcie”, czyli takie użycie świateł choćby przez moment to złamanie przepisów. Policjanci w takiej sytuacji karzą kierowców za… nieuzasadnione używanie świateł drogowych, mogące spowodować oślepienie jadącego z przeciwka i tym samym stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym. Mandat w takim przypadku to 200 zł. Problem jednak w tym, że takie zachowanie policjanci muszą stwierdzić naocznie, co w praktyce jest niezmiernie trudne, gdyż ciężko sobie wyobrazić, aby mógł to uczynić stojący na poboczu, minięty kilkaset metrów wcześniej patrol. Jednocześnie prawo o ruchu drogowym dopuszcza ostrzeganie światłami w sytuacjach zagrożenia. Powstaje zatem nieco żartobliwe pytanie, co i w jaki sposób można ocenić jako sytuację zagrożenia i czy czyhający w krzakach policyjny radar nie jest swoistym zagrożeniem dla nadjeżdżającego kierowcy i jego portfela. Zresztą sami policjanci przyznają, że przypadki tego typu wykroczeń nie są często karane, choćby właśnie ze względu na trudność dostrzeżenia takiej sytuacji.

Rok temu powstał w sejmie projekt zliberalizowania przepisów, aby takie ostrzeganie nie było w ogóle karalne. Zastanówmy się, czy taka wzajemna „pomoc” kierowców wpływa na bezpieczeństwo w ruchu drogowym. A jeśli tak, to czy stwarza zagrożenie, czy może sprzyja poprawie tego bezpieczeństwa?

Powiedzmy sobie szczerze, że „mruganie” jest procederem nagminnym, wręcz codziennością na polskich drogach. Wydaje się to nawet zrozumiałe, gdyż obowiązuje nieformalna jedność wszystkich kierowców w stosunku do naszych „wrogów” na drogach, czyli patroli policji z radarami. Jedność ta ma nawet uzasadnienie, zważywszy na fakt, że bardzo często policyjne patrole ustawiają się tak tendencyjnie, aby tylko złapać kierowcę. Tendencyjność ta przejawia się ukrywaniem w krzakach, na odcinkach z nielogicznymi ograniczeniami prędkości, których ciężko jest przestrzegać nawet kierowcom o wybitnych skłonnościach do respektowania przepisów. Solidarność ostrzegawcza więc istnieje i to na skalę masową i nic nie wskazuje na to, aby można było ten proceder nie tylko zlikwidować, ale choćby ograniczyć.

Jeśli jasnym jest, że „mrugamy” niemal wszyscy, pomyślmy nad skutkami takiego ostrzegania. Czy ma uzasadnienie wniosek o oślepianiu jadących z przeciwka kierowców? Gdy weźmiemy pod uwagę ilość kierowców, którzy na co dzień jeżdżą na długich światłach przez roztargnienie, pomyłkę, zamyślenie lub z powodu niskich umiejętności i braku doświadczenia, wydaje się oczywiste, że symboliczne mrugnięcie absolutnie nie może oślepić jadącego z przeciwka nawet w nocy. W dzień sytuacja jest kategorycznie niemożliwa. Nie powinna zatem absolutnie wpływać na zwiększenie zagrożenia w ruchu drogowym. Czy zatem może przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa? Zdecydowanie tak! Nie słyszałem nigdy o cwaniaku, który by na mrugnięcie z przeciwka dodał gazu. Natomiast każdy, dokładnie każdy zwalnia i jedzie zgodnie z przepisami spory odcinek drogi. W takiej sytuacji na drodze bez wątpienia jest bezpieczniej. Nawet przypadkowe mrugnięcie kierowcy z przeciwka powoduje z automatu karne ustawienie się w rządku całego sznura samochodów.

Dlaczego zatem słynne „mruganie” nie może być w pełni legalne? Dlaczego nie można bez problemu ostrzegać o policyjnym patrolu? Na naszych drogach wszędzie „rosną”, często tylko na postrach, znaki ostrzegawcze „Kontrola prędkości. Fotoradar”. Jak widać jest to dozwolone. Znaki stoją w określonym celu – mają skłonić kierowców do zdjęcia nogi z gazu, gdyż za chwilę mogą zostać namierzeni przez urządzenie kontrolne i zapłacą mandat. Dlaczego zatem nie może takiego ostrzeżenia dać jeden kierowca innemu kierowcy?

Jak jeździmy w naszym kraju, mówią dobitnie cotygodniowe policyjne statystyki, z powodu których absolutnie nie mamy powodów do dumy. Nadrzędnym zatem celem wydaje się poprawienie bezpieczeństwa na drogach. I naprawdę nie ma znaczenia, czy osiągniemy to dzięki znakom ostrzegawczym czy zjednoczeniowej akcji „mrugam światłami – ostrzegam przed policją”.

fot. policja.gov.pl/zrzut z ekranu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>